Kilka dni temu na Facebooku jeden z klientów Energi pochwalił się odpowiedzią, jaką otrzymał od konsultanta tej firmy.

No więc fakt, że nie mogłem się zarejestrować z linku aktywacyjnego wygenerowanego przez doradcę, z którym podpisywałem umowę, uznałem za względnie normalny: czasem tak jest, że system informatyczny ma aktualizację i ta aktualizacja naprawia jeden problem, a rykoszetem generuje dwa inne i zanim to się ogarnie, to musi polecieć krew kilku niewinnych ofiar; takie sytuacje oczywiście nie powinny mieć miejsca, jednak się dzieją (por. Kustosz IPA z browaru Van Pur, ostatni benefis Jana Pietrzaka czy klasycznie: Holocaust).

Że przesympatyczna konsultantka, której imienia nie pamiętam, ale mam nagrane, bo z automatu nagrywam rozmowy wszystkie, i z którą na linii spędziłem piętnastominutowy spacer po mieście w czerwcowym wtedy jeszcze słońcu nie była mi w stanie pomóc – zrozumiałem, bo co ona biedna może, że IT zjebało, a w ogóle to za nich przeprosiła i trzy, to muzyczką na czekanie u was jest przyjemny groove, co mnie zaskoczyło i też ustawiło pozytywnie na całą rozmowę.

(No i potem że na maile odpisujecie jak to na listy: pod wieczór następnego dnia – też przeżyłem. Sezon w pełni, sam mam urlop, rozumiem, spoko).

Ale moment, w którym dział obsługi klienta potężnej firmy, w której głównym udziałowcem jest skarb mojego państwa, sugeruje swoim klientom zmianę wygenerowanego automatycznie i – w sumie zgodnie ze sztuką – silnego hasła, na takie samo dla wszystkich: Energa2017, to to jest moment, w którym ręce mi opadają. A że siedzę przy kompie, to akurat na klawiaturę.

Cytujemy tę wpadkę głównie po to, aby pokazać jak ważna jest edukacja swoich pracowników w zakresie świadomości (nie)bezpieczeństwa. nie tylko po to, żeby nie przekazywali innym niezbyt rozsądnych rad, ale żeby i sami nie stosowali podobnego myślenia… 😉

Przeczytaj także: